StartDzieciarniaKto pyta, nie błądzi...

skarpetkiNie błądzi, tylko mamę z równowagi wyprowadza. Nie jest możliwe zignorowanie dziecięcego pytania. Jeśli od razu nie odpowie się dziecku, ono niczym niezrażone pyta dalej. Nie ma znaczenia, że mama rozmawia przez telefon, czy robi coś, co akurat wymaga skupienia. Przecież mamusia zawsze odpowiada, to i tym razem odpowie. Wystarczy pytanie zadać odpowiednią ilość razy.

Zwłaszcza, że rzecz, o którą pyta taka, np. czteroletnia delikwentka, jest na pewno najważniejsza na świecie. A ponieważ, póki nie otrzyma odpowiedzi, będzie w kółko pytanie powtarzać, nie opłaca się nie odpowiadać. Właściwie to wręcz odwrotnie nawet - opłaca się odpowiedzieć tak szybko, jakby się brało udział w teleturnieju. Nagroda? Nie będzie kolejnych stu pięćdziesięciu powtórzeń. Dylematy takiego małego dziecka są oczywiście niezwykle... poruszające.

Poranek. Ma. ubiera się. Nałożyła już wszystko niemal. Na jednej nodze ma już śliczną, przymałą zdaje się, różową skarpetkę. Drugą trzyma przy gołej stópce. "- Czy to na tą nogę mamo?" Szczerze powiem, że wolę, kiedy pyta, z czego składa się człowiek, albo i nawet o to, jaki dźwięk wydają kangury... Pytanie o to, na którą nogę ma nałożyć jedyną jeszcze nienałożoną skarpetkę... wyprowadza mnie z równowagi. Głęboki oddech. Jeszcze jeden. "Tak, Ma. na tą nogę". Zdarza się niestety i tak: "A masz jeszcze jakąś inną nogę Ma.?"

Uczę się cierpliwości i uczę... I jakoś ciągle mam wrażenie, że coś mam jej za mało. Tak czasem bym chciała, żeby w życiu dało się użyć przycisku escape. Tak bym sobie nacisnęła i pyk... i jestem z jakiejś milutkiej knajpce z moją siostrą ukochaną i obie sobie popijamy mojito... Albo pyk i siedzę sobie w parku na ławce i czytam jakąś ciekawą książkę (powieść, nie poradnik! ;) Oczywiście nie w lutym. Bardziej mi zależy na zdrowych nerkach, niż ucieczce od dzieciaków ;)

Szybko mi przechodzą takie "marzenia". Wystarczy, że wyobrażę sobie, jak Ma. pyta: "A długo cię nie będzie, mamusiu?" Jeszcze Sz. doda: "Bez nas?" Jak to bez nich? Przecież ja nawet, jak jestem gdzieś bez nich, to niemal zawsze o nich wtedy gadam. Kilka godzin wolnego od tych małych wariatów raz na jakiś czas? Chętnie. Ale tak całkiem bez nich? I kogo Ma. pytałaby, na którą nogę ma włożyć skarpetkę...?